Kujawsko - Pomorski Specjalny Ośrodek
 Szkolno - Wychowawczy

im. Janusza Korczaka w Toruniu


Jestem nie po to, aby mnie kochali i podziwiali,
 ale po to, abym ja działał i kochał

Janusz Korczak
 

 

Organem prowadzącym dla Kujawsko-Pomorskiego Specjalnego Ośrodka Szkolno-Wychowawczego
w Toruniu  jest Samorząd Województwa
 Kujawsko-Pomorskiego

Start Zajęcia pozalekcyjne Koło Turystyczno - Krajoznawcze

Urodzeni dla przygody
Biblioteczka
Oto jesteśmy! Nasz Internat ma kolejny powód do dumy. W dniu 24 września, (czyli dokładnie 88 lat i 8 miesięcy po jego narodzinach!) dopełnione zostały wszelkie formalności i oficjalnie zawiązane zostało Koło utworzone przy Miejskim Oddziale PTTK im. M. Sydowa w Toruniu figurujące w rejestrze pod numerem 69. Jego pełna nazwa brzmi: Koło Turystyczno-Krajoznawcze im. Tony’ego Halika.

Zastanawiacie się zapewne skąd to imię, skoro pan Halik urodził się nad Wisłą w grodzie Kopernika i naprawdę nazywał się Mieczysław Sędzimir Antoni Halik? Otóż będąc kiedyś w Argentynie, do której wyemigrował po II wojnie światowej, postanowił wynająć pokój w hotelu. Recepcjonista tradycyjnie zapytał o imię, lecz usłyszawszy je, nijak nie potrafił go wymówić, o zapisaniu w księdze gości nie wspominając.  Ta sama historia powtórzyła się, gdy pan Halik został poproszony o podanie drugiego imienia. Ale, jak to mówią: „do trzech razy sztuka” i dopiero imię Antoni spotkało się z aprobatą portiera, który wpisał Tony Halik – i tak już zostało.

Podobnie, jak z obco brzmiącym imieniem pana Halika, tak i z nazwą naszego Koła wiąże się zabawna opowieść, świadcząca tylko o słuszności wyboru patrona. Rejestrując nasze Koło w sekretariacie Miejskiego Oddziału PTTK poproszony zostałem o podanie nazwy Koła. Przesympatyczna Pani sekretarka słysząc jego pełne brzmienie, czyli „Koło Turystyczno-Krajoznawcze im. Mieczysława Sędzimira Antoniego Halika”, złapała się za głowę i powiedziała, że jest stanowczo za długie i nie zmieści się w rubryce. Dlatego nazywamy się Kołem Turystyczno-Krajoznawczym im. Tony’ego Halika. Czy to nie zabawne.

Kim był pan Tony, a właściwie Mieczysław Sędzimir Antoni Halik, przeczytacie dokładniej w kolejnym numerze naszej gazetki.

Dokładnie dwa dni po oficjalnym zatwierdzeniu naszego Koła, jego reprezentacja, w bardzo mocnym, bo dziesięcioosobowym składzie wzięła udział w swojej pierwszej imprezie – XXXVIII „Zlocie Pieczonego Ziemniaka”, uroczyście inaugurując tym samym swoją działalność.

Z samego rana wyruszyliśmy z Internatu, kierując się w stronę najbliższego przystanku linii nr 10, której autobus miał nas zawieźć na miejsce zbiórki – pętlę przy ul. Szubińskiej. Okazało się, że dotarliśmy, jako pierwsi, lecz w krótkim czasie zaczęły dojeżdżać kolejne grupy wraz z opiekunami i przewodnikami. Punktualnie o godzinie 9:00 zostaliśmy powitani przez organizatorów i pouczeni o zachowaniu oraz zasadach bezpieczeństwa na szlaku. Wraz z pierwszym postawionym krokiem rozpoczęła się nasza podróż i przygoda.

Gdy tylko zeszliśmy z bitej drogi i wkroczyliśmy na leśne ścieżki owionął nas przyjemny chłód, a w nozdrza uderzył zapach skąpanego w porannym słońcu lasu. Nasze uszy wypełnił śpiew ptaków. Nagle wszelkie hałasy dobiegające z każdej strony maszerującej kolumny zaczęły cichnąć.

Pogodni, uśmiechnięci i w doskonałych nastrojach, zasłuchani w dobiegające zewsząd odgłosy przyrody i tupot naszych stóp. Bez słowa skargi dzielnie pokonywaliśmy kilometr za kilometrem. Trasa rajdu biegła przez Małą Nieszawkę – Wielką Nieszawę – Cierpice, aż do Dybowa.

Czym byłaby leśna przeprawa bez mocniejszych wrażeń i chwil grozy? W pewnym momencie naszej podróży stanął na naszej drodze najprawdziwszy smok, a przynajmniej jego potomek, albo odległy krewny.

Na szczęście obyło się bez ofiar z dziewic i podchodów z baranem wypchanym siarką i smołą Smok okazał się przyjacielsko nastawiony do turystów. Pozwolił nam się „upolować” (sfotografować) i odpełzł w sobie tylko znanych sprawach i kierunku.

Zakurzeni od stóp do głów, ale zadowoleni i dumni z siebie dotarliśmy wreszcie do celu naszej wędrówki – położonej nad Strugą Zieloną polany, na której dumnie prezentowała się ”bacówka” PTTK.

Powszechnie wiadomym jest, iż świeże powietrze i spacer zaostrzają apetyt, więc wielkim wzięciem i powodzeniem cieszyła się pyszna grochówka z wojskowego kotła.

„Zlot Pieczonego Ziemniaka” byłby niczym bez… pieczonych ziemniaków.

Nie przeraziła nas liczebność osób, które zgłosiły się do konkursów. Z podniesioną przyłbicą postanowiliśmy potykać się w konkursach „Na najciekawszą rzeźbę z wykorzystaniem ziemniaka” oraz „ Na program artystyczny związany z ziemniakiem”. Co prawda nasza rzeźba Kopernika nie została nagrodzona (co notabene uważam za grube przeoczenie), to nasza parodia Inwokacji zatytułowana „Pan Kartofel” została bardzo ciepło przyjęta zarówno przez sędziów zasiadających w komisji (zajęliśmy zaszczytne 2 miejsce!), jak i pozostałych uczestników Zlotu. Pierwsi nagrodzili nas pięknym albumem (który ozdobiony stosownym ex librisem będzie ozdobą naszej biblioteczki), a drudzy gromkimi brawami.

Do autokarów, które miały posłużyć nam, jako środki transportu wsiadaliśmy z wypiekami zmęczenia, ale i z uśmiechami, których nic nie było w stanie zmazać z naszych twarzy. Szczęśliwi i dumni z siebie. Z jednej strony smutni, że tak wspaniała impreza, tak szybko dobiegła końca, a z drugiej strony głodni wrażeń, z nadzieją patrzący w przyszłość i z niecierpliwością wyglądający kolejnych tego typu imprez .

do góry

Masz pytanie?

Zadzwoń,
udzielimy na nie odpowiedzi.

56 654 47 78

 

Ważne linki